Dla sześciolatka grudzień zaczyna się znacznie wcześniej niż dla dorosłych. Już pierwszy mróz na szybie zwiastuje, że dzieje się coś niezwykłego.
Każdy dzień adwentu to małe odliczanie. Dziecko liczy „ile jeszcze nocek", zagląda za okno, czy nie mignął gdzieś czerwony płaszcz, i nasłuchuje dzwonków sań.
Gdy przychodzi list od Mikołaja, świat na chwilę się zatrzymuje. Dziecko trzyma kopertę jak skarb, wodzi palcem po pieczęci i prosi, by przeczytać go po raz dziesiąty.
To właśnie ta perspektywa - pełna zachwytu i wiary - przypomina dorosłym, po co naprawdę są święta.